poniedziałek, 27 lutego 2012

słońce w lutym, cukier w diecie.

pin up backstage. kolekcja i stylizacja: Ola Kot.
Miejsce: Sigil Tattoo Łódź :)















efekty "docelowe" soon. :)

sobota, 18 lutego 2012

happy ending.

"Życie można porównać do wahadła. Kołysze się między cierpieniem i uśmierzaniem bólu. Zawsze. Bez końca."


jakoś tak... mnie dopadło na wspominki. i przy okazji, w bonusie, udało mi się znaleźć główny problem mojej spierdolonej psychiki. ja po prostu rękami i nogami się zapieram żeby nie być dorosła, a jeszcze bardziej żeby zatrzymać chwile, które już minęły. żeby je jakoś przywrócić, na siłę. i za żadną cholerę nie umiem sobie wbić do łba, że tak się nie da. że to już było. tego się nie uratuje. ludzie, którzy mieli odejść - odeszli. nijak się niczego nie zmieni, czasu nie cofnie, zapachów nie zatrzyma. słowa się zapomni. piosenka w końcu przestanie się kojarzyć z tym czy tamtym. będzie sie otwierało nowe drzwi, zamykało stare. do niektórych miejsc już się nie wróci. z niektórymi ludźmi już nigdy nie porozmawiam. niektórych nigdy nie zobaczę. nigdy nie pójdzie się w to samo miejsce. nigdy nie będzie się myślało tak jak wtedy, na początku. teraz już mamy za dużo jadu, żalu i rozumu żebyśmy mogli być tacy jak kiedyś - naiwni. teraz wszystko spływa. chwil się nie utrzyma, bo wyrywają się tak mocno, że w końcu pokaleczą palce.
zawsze lubiłam patrzeć w przeszłość z jakąś melancholią. wtedy jakbym oglądała ciepły film. bo wszystko pamiętam, nic mi nie umyka. może za dużo pamiętam...
i zawsze chciałam sobie zatrzymać świat, bardziej swój. niekoniecznie taki jaki powinien być. (nawet przez rok nie słuchałam swoich ulubionych płyt żeby mi się kojarzyły tylko z ciepłem, albo nie używałam ulubionych perfum, żeby przypominały tylko czas gdy szłyśmy gdzieś razem) nie udało mi się. bo tak się nie da. ale nadal czasem łudzę się, że to ma sens. że któregoś dnia, zbuduje świat, który tak bardzo zawsze chciałam mieć na własność. tylko chyba brakuje mi "cegiełek".
ludzi nie ma, miejsc nie ma, nie ten sam zapach, nie ten sam czas. ja też jestem inna. jakaś bardziej szorstka.
siebie też chciałabym ułożyć po swojemu.
może kiedyś, któregoś dnia, położę się i zasnę błogo na dłużej i może wtedy przyjdzie mi zobaczyć, tych ludzi, za którymi tęsknie i trwać w tych dniach, które już minęły.

to nie jest mój świat, nie moja bajka, nie mój czas.
i nie moja wina.

środa, 15 lutego 2012

missaint

czasem jestem miss saint. częściej miss ain't.

niedziela, 12 lutego 2012

poniedziałek, 30 stycznia 2012

homo, hetero... przecież wszyscy jesteśmy tacy sami.

przed chwilą na znanej i lubianej stronie (kwejk.pl), natknęłam się na taki oto rysuneczek...



i przyznam szczerze, że ów obrazeczek zajebiście podniósł mi ciśnienie. tak, możliwe, że to wszystkiego podchodzę zbyt serio, ale jednak...
uważam, że powoli zaczyna być dopuszczalne i modne szykanowanie orientacji hetero, bo w ogóle brzmi idiotycznie, ale wyobraźmy sobie, że ostatni obrazek dotyczy, nie daj panie Boże, homoseksualistów...
czy nie byłoby posądzeń o homofobie i brak tolerancji? i owszem. powoli zaczyna to wszystko wyglądać tak, że wszystkich gejów należy lubić tylko dlatego, że są gejami. nie zwracając uwagi czy rzeczony gej jest człowiekiem dobrym, prawym czy może skurwysynem. tak czy inaczej nie lubić i krytykować go nie wolno, bo posądzonym zostaniesz o homofobię...
proszę, nie popadajmy w skrajności.
jeśli chodzi o orientacje, to przez długi, długi czas w ogóle nie zwracałam na to uwagi. dla mnie człowiek jest człowiekiem, gówno mnie obchodzą jego preferencje. jeśli jest w porządku, nic mi do tego. nie chcę i nie mam prawa kogokolwiek osądzać. i jeśli chodzi o orientacje jestem bardzo tolerancyjny. miłość jest miłością i wszyscy jesteśmy ludźmi. naprawdę, jestem ostatnią osobą, która chciałaby ich dzielić i segregować.
niestety niedawno, natłok treści gloryfikujących mniejszości seksualne tylko dlatego, że są mniejszościami zaczął mnie porządnie irytować.
obawiam się trochę, że za parędziesiąt lat, moi potomkowie będą się musieli tłumaczyć z tego, że są hetero.
niech tolerancja dotyczy obu stron. bo i szykanując homoseksualistów i ich gloryfikując samoistnie, nadal dokonujemy podziału ze względu na preferencje. pomyślmy o tym w ten sposób. i zastanówmy się czym naprawdę jest tolerancja, a później śmiało ją głośmy...

trochę mnie poniosło.
pozdrawiam i dobrej nocy życzę ;)

bob budowniczy vol. 1


tak sobie właśnie z Witkiem wyglądamy latając od Leroy Merlin do Castoramy, poprzez różne takie boba budowniczego ulubione sklepy. jakoś tak nigdy wcześniej nie miałam pojęcia, że ogarnąć wanne, kolory ścian, parapety, podłogi, płytki etc. jest tak kurewsko ciężko. zwłaszcza jak temperatura minusowa i takim rybim stworzeniom jak ja gałki oczne zamarzają oraz inne błony śluzowe. fujka. organizacyjnie i czasowo też nie jesteśmy najlepsi "a mogliśmy się zapytać..." i tak w kółko. a mpk uć przemieszczanie jest na pioziomie raczej hard, czasem normal, nigdy easy. weekend jednak dość owocny, ale trochę nam namieszał, bo można jeszcze to kupić i tamto, a fundusze topnieją, oj topnieją. a żeby coś było ładne i służyło na dłużej to nie może kosztować złotówki. :( lajf is brutal. takie moje remontowe kminy. bo ogólną wizję mam, praktycznie to wszystko wygląda troche gorzej. wybrałam sobie łazienkowe płytki, cud miód, grafitowe za jedyne 300zł za metr i stwierdziłam, że chyba sobie ze mnie żarty robią i sobie "odbrałam" no bo jeszcze do końca mnie "nie pogło". jaram się, ale i stresuje bo chciałabym żeby wszystko było zrobione na 200%. a do tego dochodzi jeszcze obrona, którą też chciałabym zrobić na 200% i rezultatem tego są oczy przekrwione - czasem mrożone. jest najgorzej ;)


dwie "deski", trzy próbki farb i jedną płytke już mamy... jeszcze tylko cała reszta. btw, która podłoga ładniejsza? ;)

co mi tam... stara dupa jestem, a nadal ubóstwiam się fotografować "gdziesięda" ;)

czas dla gnomów. mam dobry nastrój. staram się być zdecydowana, co nie zmienia faktu, że jestem zmęczona, a moje włosy wyglądają względem świeżości i odrostów...tak jak widać ;)


jestem bardzo dumna z moich artystycznych paznokci typu niebo nocą - taka instalacja artystyczna... LOL ;) uadne.
ciągle mi się chce jeść i spać, ale do tego szystkiego jeszcze robić, jak na jakimś ultra speedzie ;) mam nadzieje, że mi tak zostanie na dłuższy czas. 13th street tv dopinguje mnie kryminalnymi serialami z lat 80. i 90. love it. jutro/dzisiaj już? wypadałoby pojechać zrobić druki... jedynie mróz mnie demotywuje konkretnie.
pozdro 42304893575125249 mua :*

sobota, 28 stycznia 2012

something about something.

od dawna mam zakusy żeby zostać najsłynniejszą blogerką internetu, ale jestem na to za leniwa. a teraz jak jeszcze ACTA srakta, to kto wie, czy będę miała szansę... (muszę podążać za trendami i niemożliwe było nie wspomnieć o sprawach bieżących; świat Internautów się waaali).
chciałabym pisać o kosmetykach, modzie, filmach, muzyce i urządzaniu wnętrz, ale zbyt mocno niechcemisię. do tego miałam wielkie chcice zostania wielką powieściopisarką i scenarzystką, bo jak wiadomo lepiej mi idzie wymyślanie fejrytejlsów niż realne życie. już taka moja uroda, że za mało młodzieńczego sprytu młodzieńczego zostało mi podarowane, a jak rozkminiliśmy z kolegą D. albo się jest sprytnym, albo mądrym. my należymy do tych drugich.
ostatnio zapierdol konkretny (i od razu dwa razy bardziej chce się przeklinać i żyć). lubię kiedy jest zapierdol. sesja zaliczona terminowo (co w moim przypadku zdarza się bardzo rzadko...), z licencjatem nadgoniłam nadspodziewanie, chociaż czasu i tak zawsze za mało, ale przynajmniej doznałam kapturkowego olśnienia. i "się szyje". zawsze kiedy mam zapieprz, mam więcej czasu na wszystko, może z wyjątkiem wyspania się. więc zdarzy się wieczorem wyglądać jak przekrwione zombie, ale czego się nie robi dla sławy (która niezaprzeczalnie mnie nie ominie...lol). no i do tego wszystkiego ogarniam jeszcze remont manhattanowski. to ma być dream house, dlatego biegam jak mrówka z okresem, żeby "brudny róż był aby na pewno odpowiedni". wizji w głowie mam 20 na sekunde, dlatego trudno mi wymyślić coś ostatecznie ;). nie wiedziałam, że remont jest taki trudny. jaram się osiemdziesięcioma metrami z balkonem i widokiem na centrum boat city. perspektywa 12 piętra z betonem pod oknem też wydaje się zachęcająca gdybym czasem zechciała być emo. (taa motywy suicidalne trzeba przemycić, w przeciwnym razie straciłabym na stylu hejtującego dekadenta). tak więc w.w sprawy pochłaniają mój czas, mózg i myśli, do tego stopnia, że nie mam chwili, żeby się poużalać nad sobą. dlatego wszystkim ludziom nieszczęśliwym z zasady bądź z powodu, polecam ostry zapierdol. tym bardziej nieszczęśliwym najlepiej w kamieniołomach. kurwa, wcale nie chcę być złośliwa, ale sarkazm mam chyba tak głęboko wżarty w skórę, że robię to mimowolnie. jest najgorzej. :)
i ostatnie ogłoszenie parafialne: już na wiosnę będę mieć najładniejsze mieszkanie w łodzi i najładniejszą kolekcję "obronną".
pozdrawia nieskromny człowiek skurwiel.
aj haw noł filings nał! oł maj gad...