sobota, 18 lutego 2012

happy ending.

"Życie można porównać do wahadła. Kołysze się między cierpieniem i uśmierzaniem bólu. Zawsze. Bez końca."


jakoś tak... mnie dopadło na wspominki. i przy okazji, w bonusie, udało mi się znaleźć główny problem mojej spierdolonej psychiki. ja po prostu rękami i nogami się zapieram żeby nie być dorosła, a jeszcze bardziej żeby zatrzymać chwile, które już minęły. żeby je jakoś przywrócić, na siłę. i za żadną cholerę nie umiem sobie wbić do łba, że tak się nie da. że to już było. tego się nie uratuje. ludzie, którzy mieli odejść - odeszli. nijak się niczego nie zmieni, czasu nie cofnie, zapachów nie zatrzyma. słowa się zapomni. piosenka w końcu przestanie się kojarzyć z tym czy tamtym. będzie sie otwierało nowe drzwi, zamykało stare. do niektórych miejsc już się nie wróci. z niektórymi ludźmi już nigdy nie porozmawiam. niektórych nigdy nie zobaczę. nigdy nie pójdzie się w to samo miejsce. nigdy nie będzie się myślało tak jak wtedy, na początku. teraz już mamy za dużo jadu, żalu i rozumu żebyśmy mogli być tacy jak kiedyś - naiwni. teraz wszystko spływa. chwil się nie utrzyma, bo wyrywają się tak mocno, że w końcu pokaleczą palce.
zawsze lubiłam patrzeć w przeszłość z jakąś melancholią. wtedy jakbym oglądała ciepły film. bo wszystko pamiętam, nic mi nie umyka. może za dużo pamiętam...
i zawsze chciałam sobie zatrzymać świat, bardziej swój. niekoniecznie taki jaki powinien być. (nawet przez rok nie słuchałam swoich ulubionych płyt żeby mi się kojarzyły tylko z ciepłem, albo nie używałam ulubionych perfum, żeby przypominały tylko czas gdy szłyśmy gdzieś razem) nie udało mi się. bo tak się nie da. ale nadal czasem łudzę się, że to ma sens. że któregoś dnia, zbuduje świat, który tak bardzo zawsze chciałam mieć na własność. tylko chyba brakuje mi "cegiełek".
ludzi nie ma, miejsc nie ma, nie ten sam zapach, nie ten sam czas. ja też jestem inna. jakaś bardziej szorstka.
siebie też chciałabym ułożyć po swojemu.
może kiedyś, któregoś dnia, położę się i zasnę błogo na dłużej i może wtedy przyjdzie mi zobaczyć, tych ludzi, za którymi tęsknie i trwać w tych dniach, które już minęły.

to nie jest mój świat, nie moja bajka, nie mój czas.
i nie moja wina.

2 komentarze:

  1. "If you really want a happy ending, it depends where you stop the story".

    Musiałem za tym popędzić na GG, coby zdążyć przypomnąć sobie dokładnie opis, który stoi w statusie mojej łódzkiej koleżanki i o którym przypomniałem sobie od razu, jak tylko przeczytałem tytuł posta.

    OdpowiedzUsuń

t a g i

... (2) 2012 (2) 22 (1) 90's (2) abstract (5) abstrakcja (3) alkohol (13) Ancer (5) bananowa młodzież (6) borderline (8) celebryci (3) chuj (4) dćbrowa (53) dekadentyzm (6) dokument (1) droga (11) drugs (7) family (2) fashion (3) foto (14) francuska gruszka porno (25) gej (5) gnomy (2) hate (3) homo (1) indianie (39) jesień (3) joaquin phoenix (1) Kasia (5) kobieta (87) koniec świata (8) kostium (4) kwadraty (2) lato (30) ludzie (38) łódź (89) macro (2) manhattan (6) marzenia (11) mężczyzna (43) mięsny jeż (1) miłość (26) missaint (159) moda (9) orzeszków (19) pan kurczak (118) pan pingwinek (3) papierosy (21) pendryk (19) piotrkowska sto osiemdziesiąt (6) porno (3) portrait (31) portret (30) road (11) rodzina (15) rozkminy (65) samotność (4) self-portait (21) sex (3) sny (2) sobota rano (3) sowy (1) stanisław jerzy lec (2) stefan (1) sunset (3) śmierć (16) tata (1) teatr (2) tęposractwo (11) urodziny (2) vampire (1) wakacje (6) Weronika (16) wiosna (10) wrogowie (6) wssip (18) wystawa (2) zachód słońca (4) zazu bulczakos (5) zima (7) życie (34)