wtorek, 15 czerwca 2010

k o b i e t a

byłam dzisiaj na krótkim spacerze.
przychodziły mi do głowy same banały, ale na szczęście te oflagowane reakcją "lubię to".
jeśli ktokolwiek liczy na głębokie rozkminy na temat kobiecej psychiki, to niestety, się ich nie doczeka, bo jak wiadomo, nie od dziś, w budowaniu pseudometafor kiepska jestem jak cholera.
łańcuszek skojarzeniowy, który pojawił się dzisiaj w moich myślach, sięgnął aż do czasów kiedy koniecznie chciałam rozwijać swój męski pierwiastek różnymi dziwnymi posunięciami, ale na przekrojową analizę mojego młodzieńczego buntu, jeszcze przyjdzie czas.

sąsiadka robi "remont ściany", a konkretnie tej ściany, która "nas" łączy. albo ma zamiar zrobić okno żebyśmy mogły się lepiej porozumiewać, albo ma zamiar zrobić mi okno w głowie ;| myśli lekko uciekają mi uszami.


przyczepiłam się dzisiaj do kobiet i wszystkiego co kobiece, bo czasem nadal przemknie mi przez myśl, że lepiej byłoby być facetem i nie dlatego, że los kobiety jest, oh, taki straszny, tylko patrząc na otaczające mnie przedstawicielki płci pięknej, często mi po prostu wstyd.
dlaczego mi wstyd?
ostatnio w moim słowniku zaobserwowałam nowe synonimy: kobiecy = pretensjonalny. smutne to bardzo i żałosne, ale kiedyś wszystkie te atrybuty kobiecości kojarzyły mi się dobrze, a nawet "twardo".
czerwone usta, długie paznokcie, wysokie szpilki...
a teraz, wołanie o pomoc. co się stało? to wszystko zaczęło mi się kojarzyć z pretensjonalną smutną dziewczynką, która siedzi przed tv z miską lodów i zalewa się łzami - dlaczego nie napisał?!.
nastała doba klonów Bridget Jones, które udają, że są cholernie niezależne, ale równie dobrze umieją wydymać usteczka i na znak niezależności wypychać sobie cycki - może wtedy będzie pisał więcej...?
nie lubię kobiet. za mało znam takich, które się nie boją swojej osobowości. nie lubię kobiet.
i oczywiście, lubię być zadbana, lubię makijaż i czerwone usta też. szpilek nie noszę, bo niewygodne. pretensjonalności nie zakładam, bo nie muszę. i cycków nie wypycham, bo swoje lubię.
a Marii Peszek i Bridget Jones nie trawię. pewnie zbyt alternatywny przekaz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

t a g i

... (2) 2012 (2) 22 (1) 90's (2) abstract (5) abstrakcja (3) alkohol (13) Ancer (5) bananowa młodzież (6) borderline (8) celebryci (3) chuj (4) dćbrowa (53) dekadentyzm (6) dokument (1) droga (11) drugs (7) family (2) fashion (3) foto (14) francuska gruszka porno (25) gej (5) gnomy (2) hate (3) homo (1) indianie (39) jesień (3) joaquin phoenix (1) Kasia (5) kobieta (87) koniec świata (8) kostium (4) kwadraty (2) lato (30) ludzie (38) łódź (89) macro (2) manhattan (6) marzenia (11) mężczyzna (43) mięsny jeż (1) miłość (26) missaint (159) moda (9) orzeszków (19) pan kurczak (118) pan pingwinek (3) papierosy (21) pendryk (19) piotrkowska sto osiemdziesiąt (6) porno (3) portrait (31) portret (30) road (11) rodzina (15) rozkminy (65) samotność (4) self-portait (21) sex (3) sny (2) sobota rano (3) sowy (1) stanisław jerzy lec (2) stefan (1) sunset (3) śmierć (16) tata (1) teatr (2) tęposractwo (11) urodziny (2) vampire (1) wakacje (6) Weronika (16) wiosna (10) wrogowie (6) wssip (18) wystawa (2) zachód słońca (4) zazu bulczakos (5) zima (7) życie (34)